05.09.2015

(00) Pijana, by zapomniec.

 Bohaterowie są sławni i przyjaźnią się w realnym życiu. To jedyny fakt, który łączy opowiadanie i rzeczywistość. Nic innego, co wydarzy się w tym fanfiction (w tym wydaniu) nie zdarzyło się naprawdę.

***

   Kolejny raz podczas gwieździstej nocy nachylam się po stojącą na szklanym stoliku butelkę wina. Chęć spicia się jest silniejsza niż zdrowy rozsądek, który szepcze gdzieś w zakamarkach mojego umysłu ostrzegając, że wypiłam już zbyt dużo. Biorę w dłonie drogi trunek i nalewam odrobinę do pustego już kieliszka. Czerwona ciecz powoli wypływa ze szkła przez co – choć tego nie chcę – uśmiecham się szeroko. Zadowolona odstawiam butelkę na jej dumne miejsce w centrum stolika, gdy lampka staje się w połowie pełna słodkim, uzależniającym napojem. Może to nie jest najrozsądniejsze wyjście z sytuacji, ale kogo to obchodzi?
   Mrużę oczy, gdy spora ilość alkoholu wpływa do mojego przełyku. Po krótkiej chwili odczuwam już palącą mnie w środku gulę i samoistnie krzywię się, choć kilka samotnych toastów temu w ogóle nie przypuszczałam, że zrobię to po odrobinie wina. Odsuwam od siebie kieliszek i odstawiam go na stój, tuż obok prawie pustej już butelki. Lekka poświata księżyca wpadająca przez ogromne, zajmujące większą cześć ściany okno sprawia, że napada mnie ochota, by wyjść na świeże powietrze. Szybko opieram więc zaciśniętą w pięść dłoń na skórzanej kanapie i podnoszę dolną partię ciała ku górze. Nie utrzymuję się w pionie jednak długo. Kilka sekund później upadam z hukiem na mebel, gdy niewyraźny widok przede mną zaczyna wirować.
   „To znak, że powinnam przestać pić?” – pytam samą siebie i nachylam się, by sięgnąć po końcówkę alkoholu. Z przymkniętymi powiekami ponawiam próbę ustania na równych nogach i tym razem udaję mi się to bez większych problemów. Dumna z siebie uśmiecham się szeroko i ruszam w stronę drzwi prowadzących na taras. Kroczę przez drewnianą podłogę jednocześnie wylewając z kieliszka kilka kropel czerwonej cieczy. Czuję się jak w jakiejś dennej telenoweli w której gram pierwsze skrzypce. Zraniona główna bohaterka zapija się do nieprzytomności choć następnego dnia ma pracę, gdzie czeka na nią wyjątkowo ważne zadanie. Czy to nie brzmi znajomo? 
   Opieram dłoń na framudze okna i sunę delikatnie po jej długości w poszukiwaniu klamki. Marszczę brwi, gdy nie znajduję przedmiotu, który wypuścić ma mnie na świeże, nocne powietrze, którego tak bardzo pragnę. Jęcząc głośno opieram się o szybę. Zamykam oczy, by po krótkiej chwili otworzyć je ponownie i zlokalizować leżący na półce telefon. Zanim przyłożę do ust kieliszek i wypiję ostatni toast ruszam do przodu. Biorę urządzenie w dłoń i wciskam przycisk znajdujący się na jego boku. Jaskrawe światło razi moją twarz przez co telefon prawie wypada z moich rąk. Szybko obracam go w dłoniach tworząc z niego małą latarkę podświetlającą mi drogę. 
   Nie mija minuta, a chłodne powietrze otula całe moje ciało, którymi raz po raz targają nieprzyjemne dreszcze. Otwieram szczerzej drzwi i wyciągam gołą stopę przez wysoki próg lądując na lodowatych płytkach. 
   – Cholera nie wiedziałam, że jest aż tak zimno – bełkoczę, gdy całe moje ciało znajduje się już na ogromnym balkonie.
   Blokuję telefon, którego światło nie jest już mi tak niezbędne, gwiazdy i księżyc doskonale dają sobie rade w tej roli. Rozglądam się dookoła, a pierwsze co rzuca mi się w oczy to dwa rozłożone leżaki. Z małym uśmiechem ruszam w stronę jednego z nich i niezdarnie siadam na jego krańcu. Zimny podmuch wiatru uderza w moje plecy przez co prawie podskakuję na cienkim materacu. Przysuwam nogi do klatki piersiowej jednocześnie otulając je rękoma. Chodź tego nie chcę, do mojej głowy zaczyna wracać wspomnienie spotkania z przed kilku godzin. Chichoczę bez humoru, gdy drobne łzy zaczynają wypływać z kącików moich oczu.

   – Byłam z Justinem ostatnio u moich rodziców. Oczywiście przedstawiłam go jako mojego przyjaciela, ale wiesz co?! – spytała retorycznie blondynka – Gdy tylko Justin wyszedł do toalety mama powiedziała mi, że świetnie do siebie pasujemy! 
   Na moich ustach pojawia się mały, i dobrze widoczny fałszywy uśmiech, ale dziewczyna jest tak uradowana, że po prostu tego nie dostrzega. Siedzę w mieszkaniu Meredith i jedyne o czym rozmawiamy to wizyta mojego przyjaciela w jej domu rodzinnym. Każda moja próba zmienienia tematu została starannie przez nią zablokowana przez co czuję się jak więzień i jedyne na co mam ochotę to powrót do domu.
   – Dlaczego nic nie mówisz? – pyta i bierze do rąk filiżankę z parującą kawą. 
   – Nie wiem, trochę boli mnie głowa i to chyba dlatego.
   Uśmiecham się ponownie i idąc w ślad za nią biorę w dłonie szklankę z niegazowaną wodą, o którą poprosiłam kilkanaście minut wcześniej. 
   – Och, więc może dam Ci jakąś tabletkę?
   Mam ochotę przewrócić oczami, gdyż to jest jedyne pytanie dotyczące mnie od mojego przyjścia, które swoją drogą nastąpiło godzinę temu. 
   – Nie, dziękuję. Myślę, że po prostu brakuje mi snu, a tego żadną tabletką niestety nie naprawię. 
   Odkładam szkło na stolik i podnoszę wzrok na rozanieloną nastolatkę.
   – Mam ci coś do powiedzenia – oznajmia poważnie po czym szybko podnosi się ze swojego fotela i rusza w moją stronę. Łapie mnie za rękę i niestety jestem zmuszona spojrzeć jej prosto w oczy. Niechętnie podnoszę głowę do góry, gdzie zderzam się z przepełnionym radości wzrokiem.
   – Uważam, że Justin chce, abym była jego – szepcze, a następnie wypuszcza moje dłonie ze swojego uścisku by zacząć podskakiwać na wyłożonej panelami podłodze.
   Czuję jak wcześniej wypita woda bulgocze w środku mnie i cofa się przez mój przełyk. Chyba nie tego się spodziewałam. Zaczynam mrugać nerwowo oczami po czym nie wytrzymuję i wstaję gwałtownie. 
   On się w niej zakochał. 
   – Skąd ta wiesz? – pytam niepewnie, jakbym bała się jej odpowiedzi. 
   – A czy to ważne Kendall? O co tak właściwie ci chodzi, co? To nasz przyjaciel i z resztą, z tego co pamiętam dlatego mnie z nim poznałaś, by znalazł osobę, która będzie w stanie go szczerze pokochać, a ja kocham go najmocniej na świecie – syczy, chodź na jej ustach widnieje szeroki uśmiech.
   Mam wrażenie, że zaraz zemdleje.
   – Odpowiedź – nalegam i nachylam się po szklankę z wodą. Biorę spory łyk, by po chwili spojrzeć w stronę uśmiechniętej blondynki.
   – Podsłuchałam jego rozmowę z Joe. Śmiał się i mówił „chyba się w niej zakochuje” to pewne, ze mówił o mnie.
   Nim zorientuje się co się dzieje upadam całym ciałem na fotel, który wcześniej zajmowała dziewczyna.
   I jak ja mam mu powiedzieć, że go kocham. 

~*~

To opowiadanie nigdy nie miało być publikowane. Myślałam o nim od tygodni, zaczęłam pisać je kilka dni temu i postanowiłam, że jednak je udostępnię. Jeśli opis, znajdujący się po lewej stronie i prolog cię zainteresowały, serdecznie zapraszam na dalsze części.